Uczmy się splatać… (1 lutego 2013)

– Fajny film wczoraj widziałem…
– Momenty były?
-Nie!
-Eeee!!!

Przyjaźń. Frazes? Wyświechtane stwierdzenie czegoś co umiera szybciej niż Nasza Planeta? Przyjaźń czym Ona jest? Złudzeniem poprawiającym naszą samoocenę? Czymś co zaspokaja egoistyczną potrzebę dowartościowania swojej osoby wobec Innych? A może jak twierdził Arystoteles jest to jedna z CNÓT? Przechodząc na tory bardziej romantyczne Przyjaźń określa się jako „Jedną duszę w dwóch ciałach”. No, czasami tych „ciał” jest więcej, gdy mówimy o „paczce przyjaciół”. Rozważać Przyjaźń można na niezliczonych płaszczyznach, i długo taki wywód mógłby trwać… ale przejdźmy w końcu do tego co mnie zaintrygowało… W przyjaźni… A mianowicie jak Ona się rodzi. I pomiędzy jakimi osobami.

Norwesko – Szwedzka produkcja pod tytułem „Śniegi Wojny” opowiada o losach walczących przeciw sobie żołnierzy Brytyjskich i Niemieckich. Akcja filmu oparta jest o prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce w kwietniu 1940 podczas walk o norweskie porty i dostęp do surowców naturalnych tak potrzebnych każdej ze stron konfliktu.
Zestrzelili się nawzajem. W końcu spotykają się trzej Niemcy i dwaj Brytyjczycy na zupełnym pustkowiu podczas szalejącej zamieci śnieżnej. Miejscem spotkania jest myśliwska chatka, targana złowieszczo brzmiącym wiatrem… I tyle. Dalej nie będę odbierał przyjemności oglądania tego obrazu, do którego szczerze zachęcam.

Zaintrygowało mnie w tej opowieści jedno. Jak się rodzi przyjaźń. I to przyjaźń pomiędzy wrogami, antagonistami. Przecież niedawno do siebie strzelali, złorzeczyli, przeklinali się nawzajem. A jednak w obliczu nieprzejednanej natury, zmuszeni przez los, aby przetrwać, musieli jakoś współpracować. Choć niekoniecznie. Ale jednak.

Budowanie przyjaźni, jest jak budowanie mostu. Rozpoznajemy teren „po drugiej stronie”. I im więcej zaczynamy dowiadywać się o „drugiej stronie” tym bardziej nas do niej ciągnie. Stawiamy coraz to mocniejsze filary, ostrożnie uzupełniamy szczeble kładki, którą chcemy dotrzeć na ową drugą stronę, w pewien irracjonalny sposób „ułatwiamy” drugiej stronie równie dogodne budowanie mostu z drugiej strony. Podświadomie mamy nadzieję, że spotkamy się gdzieś po środku, na mocnej konstrukcji, której nic nie zachwieje. „Przestań gadać”, bo zacznę cię lubić… To też pewny sygnał do… no właśnie czego? Szybszego i gruntowniejszego budowania mostu, relacji, przyjaźni. Tak… bo przyjaźń się buduje. Nic nie przychodzi ot tak sobie…
Wszystko Ich dzieliło, ale łączyła Ich jedna cienka nić… Nić Życia, chęci przeżycia. Z najcieńszej nici Człowiek potrafi spleść tak potężną linę, że wytrzyma olbrzymie naciski, przeciążenia. Im się to udało. Bo chcieli. Bo uwierzyli. Lina była tak trwała, ten MOST, że spotkali się po 37 latach, w 1977 roku w Londynie… Dawni Wrogowie Przyjaciółmi.

Przyjaźń… nie musi być frazesem, pustym słowem. Uczmy się splatać cienkie nici łączące wszystko co żywe…

Budowałem „MOST” przez 24 lata… a teraz klęczę po środku tego co wybudowałem i płaczę… Mój PRZYJACIELU…

Wehikuł (14 stycznia 2013)

Wehikuł Czasu

Nie ma chyba Człowieka na tym Świecie, który nie myślałby o podróżowaniu w tym wymiarze. Wymiarze CZASU…
Czy Herbert George Wells spodziewał się, że wydana w 1895 roku Jego powieść pod tytułem, jakże znanym, „Wehikuł Czasu” stanie się kanonem literatury SF? Pewnie nie, ale stało się i niechaj tak pozostanie. Wczoraj obejrzałem luźną adaptację powieści Wells’a, zrealizowaną w 2002 roku. Nie chcę wchodzić w polemikę z Tymi, którzy uważają ten film za obrazę, czy wręcz bezczeszczenie oryginału. Nie chcę też wywołać dyskusji, która porównywała by słynną ekranizację powieści z 1960 roku. Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy tymi dwoma ekranizacjami. Przy czym należy zaznaczyć, że ta starsza jest bardzo wierna opowiadaniu Wells’a.
Wells miał marzenia. I to marzenia pchnęły Go… do PRZYSZŁOŚCI. Bohater adaptacji powieści z 2002 roku, Alexander Hartdegen miał… wspomnienia, dotyczące Emmy (nie występuje w ogóle w powieściowym pierwowzorze) i te pchnęły go do… PRZESZŁOŚCI. Krótko rzecz ujmując można powiedzieć, że w przypadku ludzi (a przynajmniej w moim przypadku) wspomnienia determinują przeszłość. Mówią nam czy była dobra, czy zła. Smutna, czy wesoła. Słodka, czy gorzka. Warta wspomnień, czy też zapomnienia. Występuje tutaj pewnego rodzaju alternatywa, alternatywa wspomnień. I chyba częściej wracamy do tej lepszej alternatywy, tej która determinuje przeszłość jako dobrą, miłą. Marzenia? Tak… te determinują przyszłość. Rzadko kiedy, a jak już wyjątkowo, co potwierdza regułę, marzymy o czymś niedobrym, raczej to nasze obawy dotyczące przyszłości. Można bez kozery powiedzieć, że marzenia są w 100% piękne, mające odmienić nasze życie na lepsze, ciekawe, piękniejsze, bogatsze…
Ekranowa Emma ginie. Umiera w ramionach ukochanego Alexandra. Ten robi wszystko, między innymi Wehikuł Czasu, aby cofnąć zły los. Udaje mu się wrócić, ratuje Emmę… ale tylko na chwilę… I tutaj „dotykamy” kwestii przeznaczenia… Oznacza to, że mimo naszych nadludzkich starań nie da się go uniknąć… Oglądając te sceny, sam chciałbym cofnąć czas. Chciałbym uratować Karola, mojego tragicznie zmarłego Syna,… i uratować swoje (jakie to egoistyczne) marzenia dotyczące Syna…
Szala wspomnień zdecydowanie w moim przypadku jest cięższa do szali marzeń. Przeszłość jest mi teraz bardziej bliska niż przyszłość. Marzenia? Pewnie jakaś resztka się tak kołacze w zakamarkach świadomości, ale to marginalna sprawa. Mój „Wehikuł” NA PEWNO pognałby w przeszłość. Po to aby teraźniejszość była inna. Do przyszłości? Chyba raczej nigdy. Poznawanie to jedna z największych przyjemności istnienia. Można się bawić w wyrokowanie, przewidywanie, ale nigdy nie można być pewnym tego co będzie. Nigdy. I nawet powiedzenie „Nigdy nie mów nigdy” traci tutaj sens. Obyście nigdy nie poznali smaku… „NIGDY”.

A gdzie Wy byście skierowali pierwsze kroki mając możliwość podróży w czasie? Jak myślicie? I dlaczego? tam a nie gdzie indziej?

Archeologia, historia… i inne dziedziny nauki związane z przeszłością w pewnym sensie umożliwiają nam „podróż w przeszłość”. I najważniejsze… nasza wyobraźnia. Ta również potrafi przenieść Nas daleko w przyszłość. Wiedział o tym Stanisław Lem, jak i Herbert George Wells. Duch może wszystko, dusza nie ma ograniczeń. Tylko oblekające je ciało ogranicza duszy pragnienia.

Pozdrawiam…

Początki są trudne (14 stycznia 2013)

Witam na moim Blogu.

Nie mam doświadczenia w pisaniu i prowadzeniu Bloga, ale są chęci i jak czas pozwoli postaram się podzielić z Wami swoimi rozważaniami na przeróżne tematy.
Jest mi bardzo trudno… 2 miesiące temu zginął tragicznie w wypadku samochodowym mój Syn Karol… Czy “dojdę”do siebie? Nie wiem… PUSTKA… To mnie teraz otacza…

Tak więc… do następnego wpisu