Powroty

Wróciłem.

O tak długiej nieobecności na Blogu mogę tylko powiedzieć…. tak się złożyło. Zmiana dostawcy usług, trochę lenistwa, i tak to się kończy. W końcu wziąłem się za siebie (siedzę na chorobowym po operacji) i coś próbuję przywrócić.

Przywróciłem swoje wszystkie wpisy. Chronologię starałem się zachować i chyba tylko 2 wpisy jest pomieszane, ale to szczegół.

Życzę Wszystkim, którzy tutaj zajrzą wszystkiego dobrego, wiele zdrowia i szczęścia w tym Nowym 2020 Roku.

Pozdrawiam

Re-Aktywacja? (11 marca 2016)

Nie najlepiej się czuję. Mam potłuczony tyłek i obolała głowę… a wszystko przez jedno niewinne zdarzenie. A było to tak…

Sobotnim popołudniem siedziałem sobie w malutkiej przytulnej kawiarence i popijałem dobrą aromatyczną herbatę. Spoglądałem na pusty talerzyk, na którym jeszcze przed chwilą leżało pyszne ciastko. Nagle ciszę i sielankę przerwało gwałtowne otwarcie drzwi, przez które wpadł (dosłownie) znany mi pewien człowiek o imieniu Jasio. Rozgrzana głowa, oczy pełne obłędnego blasku, przez ciało przebiegały fale dziwnych dreszczy, a z ust jak mantra płynęły słowa „KOD PETRU, KOD PETRU!” Nagle zobaczył moją osobę zatrzymał się i grzecznie powiedział „Dzień dobry Panu”…

–Witaj Jasiu – odpowiedziałem – KOD PETRU? Czyżbym nie wiedział o jakieś nowej postaci Enigmy? Szykuje się nowe zadanie dla polskich kryptologów?
— E… no… o co Panu chodzi? – zapytał widocznie zbity z pantałyku.
— Chciałbym wiedzieć Jasiu co to znaczy KOD PETRU. Czy to jakaś nowa zagadka, czy coś innego. Bo jak na razie to twoje „hasło”, że tak sobie pozwolę nazwać to co mówisz, kojarzy mi się tylko z Siódmym Królem Historii Polski…
–Jaki Siódmy Król? – zapytał wyraźnie zbity z tropu Jasio – jaca sobie Pan ze mnie robisz?
–Jasiu?! Ja? Z Ciebie? Nie śmiałbym…
— Aaaaa… – załapał Jasio- Pan nie wie co to znaczy – powiedział i uśmiechnął się z lekką nutą pogardy- Trzeba wiedzieć co się dzieje w Kraju, trzeba być świadomym. To ja Panu powiem! Kiedy Obumiera Demokracja PETRU!!!
— Ooooo! – odpowiedziałem Jasiowi zwięźle przeciągłą samogłoską, po czym dodałem – Kiedy Obumiera Demokracja to wkracza ten Pan… no ładnie, ładnie, w końcu każdy walczy jak umie i o co chce.
— Jaki Pan?
— No ten Siódmy Król Polskiej Historii. Petru.
–PETRU to nie Pan.
— A co Gigant?
— Jaki znów Gigant? PETRU to My. Patrioci!

Chyba zrobiłem nie najmądrzejszy wyraz twarzy, bo na twarzy Jasio odmalował się wyraz triumfu i wyższości. Delektował się tą chwilą. Ja natomiast powoli zaczynałem odzyskiwać rezon, więc spytałem:

— To co to jest PETRU??!!

Jasio nagle przyjął postawę zasadniczą, lekko uniósł głowę i ze wzrokiem utkwionym w suficie powiedział.

— PETRU! Patriotyczno-Ekonomiczne Towarzystwo Rzeczpospolitej Uczciwej!!!– wyrecytował jednym tchem, po czym popatrzył na mnie z niekłamaną wyższością.
— A – odpowiedziałem tym razem bardzo krótką samogłoską i chyba nie miałem zbyt tęgiej miny bo Jasio przepełniony bijącym z Niego triumfem usiadł przy stoliku obok.

Popadłem w zadumę i zacząłem rozmyślać co ten biedny Kraj jest jeszcze w stanie znieść. Co przejdzie? Przy tym wszystkim co się dzieje 7 Plag Egipskich to dziecinna zabawa. Patrzyłem przy tym bezwiednie na Jasia, który zamówił sobie dużą Napoleonkę i espresso. Z wielkim apetytem rzucił się na „francuskie” dzieło Pani Krysi – właścicielki- po czym przerwał konsumpcję, sięgnął do kieszeni na klatce piersiowej i wyjął złożoną karteczkę papieru. Rozłożył ją z pewnego rodzaju namaszczeniem, wyciągnął długopis i coś zapisał. Moja ciekawość prawie, że eksplodowała, więc nie zwlekając zagadnąłem uprzejmie:

–Co tak skrupulatnie notujesz Jasiu? Jakieś złote myśli? Podziel się tą widzą ze mną.
— Żadne złote myśli proszę Pana. Po prostu odnotowałem udział w dzisiejszej manifestacji.
— Manifestacji?! Jakiej manifestacji?
— KOD PETRU. Było nas tysiące.
— Tysiące? Kiedy? Gdzie?
–Przed chwilą. Tutaj niedaleko. Nie widział Pan?

Szczerze mówiąc widziałem grupkę ludzi, ale nie przypuszczałem, że to te tysiące KODu PETRU.

— Nie, nie widziałem i nie wiedziałem o żadnej manifestacji Jasiu. Ale dlaczego musisz to odnotować?!
— Bo widzi Pan… jeszcze 10 uczestnictw i będę przyjęty do ZBoWiD-u – odparł wyraźnie zadowolony Jasio.
–ZBoWiD-u?
— Tak. Związku Bojowników o Wolność i Demokrację.
— Przecież tego już nie ma… no to jak Cię przyjmą.
— Jest! Jest Re-Aktywacja. Takie czasy, taka potrzeba chwili. Trzeba walczyć, trzeba być czujnym. Nie pozwolimy na Dyktaturę Drobiu. Kiedy Obumiera Demokracja PETRU! – powiedział przepełniony zapałem i dumą Jasio.

Patriotyczno-Ekonomiczne Towarzystwo Rzeczpospolitej Uczciwej… no ładnie, ładnie… żyję w tym Kraju i nic nie wiem. I chyba raczej nie powinienem się dowiadywać. Byłbym zdrowszy… ZBoWiD… no jak nic czarny sen powraca. Nagle uśmiechnąłem się. Ożywiłem, tak że tą moją metamorfozę zauważył Jasio. Po prostu przypomniał mi się dowcip, który krążył w czasach komuny… Zwróciłem się w stronę Jasia i zapytałem:

–Jasiu? Wiesz co to jest…? Sto zębów i dwa jaja?

W momencie Jasio przyjął postawę pełną nieufności wietrząc jakiś głupi podstęp. Niepewność zaczęła malować się na Jego twarzy, spojrzał ostrożnie i odpowiedział:

–Nie… nie wiem, a co to takiego?
— Krokodyl Jasiu – odpowiedziałem z szerokim uśmiechem, po czym szybko dodałem – A wiesz co to jest… Dwa zęby i sto jaj?

Wyraz niepewności na twarzy mojego oponenta przybrał jeszcze bardziej wyraźny obraz, po czym powoli, jakby wstępował na kruchy lód powiedział:

— Nie.. nie wiem…
— Zebranie ZBoWiD-u Jasiu! – odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy.

Jasio popatrzył na mnie, przez ułamek sekundy zastygł, po czym nagle niesamowicie się rozluźnił i ze śmiechem rzucił mi w twarz:

–A właśnie, że nie prawda! O nie!
–A dlaczego? – spytałem teraz ja zbity z tropu.
— Bo zebranie ZBoWiD-u to dwa zęby i dziewięćdziesiąt dziewięć jaj!!!
–???!!!
— Bo ja mam jedno!

W tym momencie siedząc na skraju krzesła spadłem. Jego opacie uderzyło mnie w głowę. Uderzenie w potylicę było na tyle mocne, że ujrzałem ciemność… Bolało…

Z pozdrowieniami Bojownika o Wolność i Demokrację.

Pęknięcie (nie)Kontrolowane ( 9 marca 2016)

Tyle się dzieje dookoła, a ja jakoś nie mogę się wziąć za pisanie. Pewnie PESEL zaczyna mi dotkliwie doskwierać. W końcu po prawie dwóch latach warto skrobnąć co nie co.

Mamy „nową władzę”. „Stara” nie chce przyjąć do wiadomości, że jej czas minął. Wojenek co niemiara, a tracą na tym Ci, którzy utrzymują to wszystko. Czyli zwykły szary Obywatel…

Ostatnio miał miejsce incydent na autostradzie A4 z udziałem Prezydenta RP. Incydent, jak incydent, stało się i już, ale nie u Nas. Teorii spiskowych co niemiara, prasa, TV, Radyjo ciągle wałkują temat. Eksperci dywagują co i jak, a ja słucham, i kiwam głową z mieszaniną politowania i niedowierzania. A dlaczego niedowierzania? Bo NIKT nie zająknął się na temat bezpieczeństwa pozostałych użytkowników dróg.

Ale powoli. Na wstępie odsyłam do artykułu Pana Piotra Frankowskiego Gdy opona pęka , który warto przeczytać uważnie. Widać wiedzę, fachowość i doświadczenie osoby wypowiadającej się na temat tego zajścia. Dziś już wiemy, że opona systemu PAX miała… 6 (słownie: sześć) lat!! (sic!!!). Jeżeli wierzyć mediom, które o tym donoszą. Nie mam słów na określenie tego stanu rzeczy. Jako osoba prywatna bardziej dbam o bezpieczeństwo swoje i innych użytkowników dróg, bo 3 sezony to maksimum jeśli chodzi o użytkowanie ogumienia. Guma też ulega procesom starzenia, utleniania ect. ect. Takie „coś” w rządowym sprzęcie??!!! No przepraszam. Oszczędzamy, zapewne, ale jak zwykle, nie tam gdzie trzeba.

BMW serii 7. Opancerzone. Waga około 4,5 tony. Prędkość – 140 km/h (hahahahaha wiary nie daję, oj nie ) Energia kinetyczna takiego „zestawu” to nic innego jak E=mv2(kwadrat)/2 , łatwo policzyć, jedyna niewiadoma to właśnie prędkość, której za Chiny Ci nie podadzą. Jak zapanować nad tak potężną energią, gdy zaczyna się nam ona uwalniać ze „smyczy”. Kierowcy BOR wiedzą o tym, ale czy mają czas zastanowić się w ułamkach sekundy co z pozostałymi użytkownikami dróg? Nie. Nie mają czasu ani obowiązku. Oni mają zadbać tylko o NumeroUno.

Co zrobi pancerne BMW twojemu pojazdowi, gdy w niego uderzy? Tak, dokładnie! Wielkie KU KU, z którego już możesz nie wyjść. I teraz moje pytanie… Co pomyślę o Prezydencie i Jego bezpieczeństwie, gdy hipotetycznie zginie w takim zajściu bliska mi osoba? Po prostu… osoba Prezydenta, Premiera, Przewodniczącego, Prezesa, tudzież innej „mańki” jest mi obojętna. Mam Ją dokładnie w DUPIE. Bliższe ( co jest najnormalniejsze w Świecie) jest mi bezpieczeństwo Bliskich. Bezpieczeństwo, które to jest nagminnie narażane przez osoby uprzywilejowane w tym Kraju. Nie raz spotykałem kolumny rządowe na drogach. Ignorancja pozostałych użytkowników dróg, to mało powiedziane. Środki bezpieczeństwa? Pusty frazes. Jeżdżą jak chcą, mając przepisy daleko w dupie. A przecież Konstytucja mówi o „równości” Wszystkich, wobec wszystkiego… Tia… Srali muchy będzie wiosna.

Troska o Społeczeństwo, Jego dobrobyt, spokój, bezpieczeństwo… to MASKA. I nie ważne, czy to lewacy, liberałowie, prawicowcy. Każda z tych frakcji przywdziewa tą maskę. Maskę pod którą kryje się zawsze to samo. AROGANCJA.

Życzę Wam i sobie abyście „pękali” z nadmiaru zdrowia, no i wasze sakiewki aby pękały od nadmiaru pieniędzy… Choć nad jednym i drugim czuwa odpowiednio NFZ i US żebyście takowych pęknięć nie przeżywali… I to z jakim skutkiem!!!

A laska? ( 17 marca 2014)

„Źle się dzieje w państwie duńskim” – rzekł Marcellus spoglądając na swojego księcia, Hamleta, który to podąża za czymś, czego On Marcellus i jego towarzysze broni nie widzieli. Duchem. Ojca.
Nadszedł czas… Duchów. Budzą się i mamią tysiące biednych i naiwnych, aby podążali za nimi. Tylko… po co?

Z mieszanymi uczuciami spoglądam na to, co dzieje się blisko mnie. Na Ukrainę. Im starszy jestem, tym „święty spokój” wartości większej niźli złoto nabiera, a tu czasy niepokoju nadchodzą.
Historii należy uczyć. I to dokładnie, bez wybielania, koloryzowania. Zdaję sobie sprawę, że rachunek krzywd pomiędzy Polakami i Ukraińcami był. I nie należy o tym zapominać, ale nie po to by rozpamiętywać owe złe czasy i napędzać nacjonalistyczne ruchy. Pamiętać należy o tym w kontekście PRZYSZŁOŚCI, aby nie powielać błędów Ojców i Dziadów naszych. To były błędy, błędy niewybaczalne, ale BYŁY. Zostawmy to w czasie przeszłym, nie przywlekajmy ich do teraźniejszości… Dlatego Ukrainie należy pomóc, ale rozsądnie i mądrze.

Pytam się sam siebie, po co nasi politycy wkładają palce pomiędzy trzaskające drzwi? Te drzwi trzaskają pomiędzy Rosją a Ukrainą, pytam się gdzie Polska? No tak… nasze „drzwi” już dawno sprzedane, rozkradzione, więc nie ma gdzie paluchów pchać.

Zachód stosuje politykę PPU, czyli Podpuścić, Podpuścić i Upierdolić. I My Polacy z ułańską fantazją machamy szabelką przed Niedźwiedziem licząc na cud, że Misza w dziurkę mysią się schowa podkulając ogonek. A Ci śmieją się w duchu z Nas, że znów daliśmy się w malinki wypuścić. I zapłacimy za to. Nie mam wątpliwości.
Niemcy? Francuzi? Brytyjczycy? Amerykanie? Turcy? Za dużo mają do stracenia aby Rosję straszyć. Krym już „padł”. Zachód zgnuśniał. I to Rosja wykorzystuje. Rosja jest trójkolorowa, Zachód tęczowy. Zepsuty.

A co po Krymie?

Tak sobie myślę… i czuję, że Ojczulek Putin już prawników najlepszych kusi mamoną, złotem i diamentami aby Ci sprawdzili czy w „kwestii formalnej” wszystko było w porządku przy sprzedaży Alaski. I nie zdziwię się, gdy Misza łapkę po Alaskę wyciągnie i prawie całe zachodnie wybrzeże USA ( wszak osadnictwo rosyjskie aż po San Francisco sięgało, i są na to dowody). Przecież to „rdzenne rosyjskie” ziemie… Niemożliwe? Ha! Nie takie cuda „fizjologom” się śniły. I co na to nasi politycy? Wszak USA to SOJUSZNIK. Sikorka Rada przyfrunie i negocjować będzie w interesie sojusznika? Przecież i Polacy przelewali krew za amerykańską ziemię, wolność… Pułaski? Pamiętacie?
Ale wtedy to nie będzie już czas negocjacji…

Alaska?

A laskę… to Sikorka Rada może zrobić. Putinowi.

Pokój niech będzie z Nami. I pomiędzy.

Lokowanie mózgów ( 1 luty 2014)

-Serial wczoraj oglądałem.
-Jaki?
-A taki, co to bez księdza Policja „leży”, gdzieś w San Do Min Go…

Mieszkam o „rzut beretem” od Sandomierza, tak więc co tydzień z rozbawieniem i pewnym dystansem oglądam sobie perypetie pewnego księdza i mieszkańców Plebanii, w której zamieszkuje Ów ksiądz. Lubię Sandomierz, choć wychodzi na to, że to niesamowite „miasto występku”. Co tydzień jakaś sprawa kryminalna. Zaczynam się bać. A tak lubię spacerować po tym malowniczym mieście.
Ale do rzeczy.

Audycja zawiera lokowanie produktu. OK. Coś tam sobie zareklamują. Niech im będzie. Ale ostatnio… zaczynają przeginać. Szlag mnie trafił jak Kinga Preiss zaczęła parzyć skądinąd pyszną kawusię (sam ją pijam regularnie od 5 lat – mus, zwykłej mi nie wolno, ciśnienie) zwaną INKĄ, a przeze mnie INKACCĄ. Reżyser zeszmacił się tutaj ostatecznie. Bo ile można i tak nachalnie pokazywać pudełko z nazwą? Co ja jestem IDIOTA? Chciałbym, ale niestety nie jestem… Za chwilę Nocul chwali żonę, że ta prund w ENEI kupuje… No jaja jak berety! I jeszcze fakturę w kamerę dosłownie wkłada. NIESMAK. I prądu od nich nie kupię, żeby nie wiem co!
Bo TAURON robi lepszy prądzik. Sam pracuję w Fabryce Prądu do Pralek (Grupa TAURONA). A dlaczego akurat do pralek? Bo MY mamy świadectwo czystszej produkcji, tak więc nasz prąd, w połączeniu z markową pralką i takowym proszkiem daje takie efekty, że Zygmunt Hajzer oglądając wyniki prania by oślepł! Doznałby lśnienia!!!! Na marginesie Połaniec robi najcieplejszy prądzik (dobry do ogrzewania), a Kozienice najlepszy prąd do AGD i sprzętu RTV. Są niesamowicie dokładni. 50Hz do tysięcznej części trzymają (my też). A wiecie dlaczego dawniej (lata 70 i 80-te XX wieku) lepiej się spało? Bo produkowano niesamowicie kołyszący się prąd. Prawie nigdy nie osiągał 50Hz, a ładnie się bujał o te kilka Hz.
Dobra, wracajmy do lokowania. Pierwsze symptomy złości lokacyjnej miałem w niedzielę, jak do knajpy Japyczowi listonosz kasę przyniósł. Niedługo Bank Pocztowy w postaci listonosza do wyra komuś wejdzie, a Pietrek niedługo kamerzyście oko wybije kartą kredytową, którą żonie miał dać, a nie operatorowi kamery… ehhh… no reklamy omijam, zawsze jest czas aby coś zrobić, choćby siusiu, ale jak ominąć lokowanie? No nie da się, chyba, że wyrzucę telewizor.
Nie czepiam się stacji komercyjnych, bo te nie wyciągają łapek po abonament. Ale Publiczna? To już jest przesada. Nie po to regularnie płacę, aby się denerwować i oglądać coraz większe gnioty, zrobione tylko po to aby coś zareklamować. Zrewidujcie sobie koszty Panie i Panowie z TV, czy Zwiezdoćka jakiejś tam melodyjki musi tyle zgarniać? Nie można wziąć Kogoś tańszego i lepszego? Są tacy, są, zapewniam.
Chyba pokuszę się o napisanie do Rady Radiofonii i TV listu, w którym oznajmię, że rezygnuję z usług telewizji publicznej. Nie chcę takiej, zalokowanej. A jak już chcą zalokowanej to niech ONI MI PŁACĄ za to, że poświęcam im swój cenny czas. A co? Trzeba się cenić!
No i to zasłanianie znaków marek samochodów i innych „be” (nieopłaconych) produktów… po prostu żałosne… To tak jakbyśmy żyli w kraju bez wyrazu.
A właśnie… co zakrywają Kobiety burkami? Znaki towarowe? Lokowanie Kobiet jest zabronione? Heh… Świat i zarazem My wariujemy… Tylko KASA liczy się.

Tekst nie zawiera lokowania czegokolwiek. Nie dajmy sobie zalokować mózgów.

Kraj Smutkiem Płynący (30 stycznia 2014)

Tak naprawdę… to nie wiem jak zacząć. Ciśnie mi się na usta tyle inwektyw pod adresem „Kwiatu Narodu”, „Jedynych Słusznych”, ect. ect. Władze ustawodawcze i wykonawcze mamy teraz takie, że tylko siąść i zapłakać…

Co mnie skłoniło do napisania tych paru słów? Otóż sprawa największych (????) zbrodniarzy w tym Kraju, którzy mają w niedługim czasie opuścić miejsca, w których byli izolowani od zdrowego (?) Społeczeństwa… Nagle problem urósł do niebotycznych wręcz problemów, prasa, telewizja, radio… nic tylko ciągle „Tryn” i „Tryn”. Pokazują jak to w Gostyninie będą sobie mieszkać. Mieszkać będzie dziesięciu WYBRAŃCÓW. W eleganckich warunkach, beztrosko i spokojnie. Na usługach będą mieli prawie 80 osób personelu, a budżet?? Ponad 7 milionów (a i tak zapewne się zwiększy).
A ja co? A ja co widzę? Widzę głodne Dziecko, któremu kretyn podaje receptę na głód. Szczaw i mirabelki. Widzę te wypasione, zadowolone z siebie „mordy”, którym bardziej „gender” teraz w głowie, niż dobro Polskiego Dziecka.

Obywatelu… chcesz mieszkać beztrosko, ciepło i wygodnie… zrób z siebie „bestię”. Dobroć, altruizm do niczego dobrego Cię nie doprowadzą. No może do oskarżeń (bezsensownych) jak w przypadku Dyrygenta Orkiestry, Wielkiej nota bene…

Pamiętacie postać Godfryda z Ibelinu z filmu Ridleya Scotta „Królestwo Niebieskie”? Scena, gdy Gotfryd pasuje swojego Syna, Baliana, na Rycerza powinna być wzorem dla nowej przysięgi tych co władać tym Krajem nad Wisłą chcą…

„Bądź odważny i dobry, aby Bóg cię miłował. Mów prawdę, zawsze, nawet gdyby prowadziło to do twej śmierci. Broń bezbronnych i nie czyń krzywdy nikomu. To twoja przysięga. (Daje Balianowi pierścień, a potem uderza go w twarz). A to żebyś jej nie zapomniał.”
Chętnie przyjmę posadę Tego, który leje w mordę. Dla zapamiętania. I nie brałbym złamanego grosza za ową usługę.

Jestem zrezygnowany. Władza, którą (ponoć) wybraliśmy w wolnych wyborach ma Cię Obywatelu (tu padnie kolokwializm) w dupie po wyborach. Nic odkrywczego. Nic.

Wracając do tych skazańców. Tyle zachodu z nimi, tyle angażują środków, uwagi władz i Społeczeństwa. Pytanie po co? Ja tam jestem nawet w stanie klęknąć przed Putinem i poprosić Go, aby wziął owych człekopodobnych do swoich kopalni uranu. Nawet byłbym w stanie zapłacić za to. A nasze władze? Pusty śmiech mnie ogarnia…

Dla mnie jedno głodne Dziecko jest ważniejsze, niż kilkudziesięciu, którzy w bestialski sposób Dzieci krzywdzili.

W przypadku takich osób zamiera we mnie zupełnie humanitaryzm. A więzienia tajskie i tureckie, oraz te na południu USA ( z aligatorami) stają się wzorcem, który powinien obowiązywać i u Nas. Nad Wisłą.

Jęczą o niżu demograficznym. Że przyszłość Państwa, Narodu zagrożona. Ale robią coś ku temu aby było lepiej? A tak, robią. Super nowoczesne więzienia. Kosztem szpitali, żłobków i przedszkoli. Zbrodniarz nie czeka. Zbrodniarz ma wszystko od ręki. Dziecku są w stanie odmówić przyjęcia do szpitala… i karetki. Czasy…

Zbyt dużo emocji. Zbyt dużo chaosu. Ale boli mnie to. Bardzo.

Pozdrawiam, niestety smutno.

Każdy w Sobie ma… (18 grudnia 2013)

Każdy w sobie ma…

– Fajny film wczoraj widziałem…
– Momenty były…?
– No ba!

Yann Martel, kanadyjski pisarz i podróżnik, oraz Ang Lee, amerykański reżyser pochodzący z Tajwanu „zmusili” mnie ostatnio do refleksji. Głębokiej refleksji nad… ŻYCIEM. A to za sprawą zekranizowanej przez Lee powieści Mratela „Życie Pi”.

Ksiązki nie znam, nie czytałem niestety. Ale swoje przemyślenia opieram na filmie Anga Lee. Filmie, który bardzo mi się spodobał. Całościowo. Nie jestem krytykiem filmowym, i nie chcę być, ale zdjęcia, prowadzenie akcji, narracji jest dla mnie bardzo dobre. Cały film można określić jednym słowem. METAFORA. Nic w tym obrazie nie jest przypadkowe, a to co się wydaje przypadkiem, pod koniec filmu nabiera realnego kształtu. Jeśli „myśl” może takowy przybrać.

Jest to filozoficzna rozprawa nad… Człowiekiem. A właściwie Jego OSOBOWOŚCIĄ. Przed oczami przesuwa się nam historia hinduskiego chłopca, Pi Patela, od Jego narodzin, do dnia dzisiejszego. Opowiada swoją historię dziennikarzowi. Spokojnie, nieśpiesznie, z lekką filozoficzną nutą. Istotnym zdarzeniem w całej historii jest tragiczny wypadek, który ma miejsce na Oceanie Spokojnym. I miejsce tej tragedii jest nie przypadkowe. W pewnym sensie wymowne, bo dzieje się nad Rowem Mariańskim. Dlaczego? Odpowiedz sobie sam drogi Czytelniku…

W szalupie ratunkowej, jedynej ocalałej, schronienie znajduje… Pi, Zebra ze złamaną nogą, Małpa, Hiena, Szczur… i Tygrys Bengalski.

Co będzie dalej? Za chwilę. Na razie wróćmy do „Małego Pi”. Pi w dzieciństwie przejawiał niesamowite fascynacje religiami. Chłonął wiedzę o Nich jak gąbka wodę. I każda Go fascynowała, w każdej znalazł „coś” dla Siebie.
Hinduizm, Chrześcijaństwo, Muzułmanizm, Judaizm, Buddyzm chciał je wszystkie poznać, dopytywał się o istotę Boga w każdej z Nich. Jako dorosły, Pi jest wykładowcą uniwersyteckim i zajmuje się każdą z wymienionych religii.

Pi od dzieciństwa jest JAROSZEM.

Wróćmy na fale Oceanu… Sami, wystraszeni, zmęczeni. W każdej z Istot obecnych na łodzi tli się życie… i rozpala ogień. Ogień PRZETRWANIA.
Ang Lee przeplata konwersacje dorosłego Pi i Dziennikarza z przepięknymi, odrealnionymi wizjami potężnego Oceanu. Ukazuje powoli rozwijającą się walkę pomiędzy Rozbitkami. Hiena zagryza Zebrę, później los Zebry podziela Małpa… i zaraz po tym zdarzeniu, nagle pojawia się Tygrys. Nie wiadomo skąd. Wypada z ukrycia. Zagryza Hienę. Pozostają tylko Pi i Tygrys. Pi rzuca na pożarcie Tygrysowi Szczura… I teraz zaczyna się rozgrywka pomiędzy tymi dwoma Istotami. Rozgrywka, której stawką jest… życie.

Przeżywa i Pi, i Tygrys. Leżący półżywy Pi patrzy na odchodzącego w meksykańską dżunglę Tygrysa i zastanawia się… obejrzy się, czy nie. Nie obejrzał się.

Uratowany Pi leży w szpitalu. Przedstawiciele japońskiego armatora przyjeżdżają i wysłuchują historii Pi. Nie wierzą. Bo to wręcz NIEREALNE. Zrezygnowany chłopiec przejęty opowiada drugą wersję przeżyć. Ratują się Marynarz Buddysta (Zebra), obleśny Kucharz (Hiena), Matka Pi (Małpa), Szczur (Szczur) i Pi. Reszta… jak wyżej…

Czujecie?

Każdy w sobie ma… Bestię. Szukasz największego swojego wroga pośród Ludzi? Spójrz w lustro. Szukasz największego Przyjaciela? Którego odprowadzasz tęsknym wzrokiem do „dżungli”? Spójrz w lustro… Najtrudniejsza, najcięższa potyczka? Tak… z samym sobą.

A co z Religią, Religiami? Bogiem…

Pi pyta Dziennikarza – „Która historia Ci się bardziej podoba, która wybierasz?” – Ten odpowiada, że pierwsza, ta o zwierzętach. Na co Pi odpowiada – „i taki jest Bóg…” Mocne. Daje do myślenia…

Chaotycznie napisane, powiecie. Tak, zgadzam się. Ale i w chaosie jest metoda, i logika. Toć to wszystko dotknięte ręką.

Boga.

Pozdrawiam i życzę najszczęśliwszych rozstrzygnięć w walce…

Listopadowy Dzień… (13 listopada 2013)

11 listopada

Święto Narodowe. Święto Niepodległości. Święto Polski. Ale czyje? Bo na pewno nie moje…

Dla mnie 11 listopada jest najtragiczniejszą datą w mojej historii. 11 listopada odszedł Karol, i żeby nie wiem jaka była propaganda, jakie były wytaczane argumenty… dla mnie to nie jest dzień radości. To dzień cierpienia i wspomnienia niewyobrażalnego bólu…

Niepodległość. Suwerenność. Czy te stwierdzenia są obecnie prawdziwe w odniesieniu dla tego „rozdartego i rozdzieranego” Kraju pomiędzy Bałtykiem i Tatrami, oraz Odrą i Bugiem? Z całym szacunkiem… ale nie widzę ni krzty niepodległości, ni krzty suwerenności. Sami wepchnęliśmy się w jarzmo niewoli. Tak niewoli. Nie ma nic gorszego jak niewidzialne więzy, niewidzialne kajdany. A takie obecnie mamy. Brukselskie. Zwykłe, fizyczne pęta, kajdany można zerwać, starać się je zrzucić, ale jak walczyć z wirtualnym wrogiem? Nie sposób…

Ojczyzna… A co to takiego? Ojczyzna… domaga się tylko poświęceń, krwi, i podatków. Ojczyzna, która nie płacze nad głodnymi, opuszczonymi, bezradnymi. Ojczyzna, która tylko ciągle żąda poświęceń, wyrzeczeń.
Ojczyzna… to nie tylko kawałek ziemi, która zaczyna być jałowa od wylanych na nią łez, to też ludzie, którzy na owym kawałku ziemi żyją. I mamy taką Ojczyznę jaką sami sobie zafundowaliśmy. Mądra władza – godna Ojczyzna. Niestety. Jak już pisałem wcześniej… w każdym tyglu szumowina pierwsza i zawsze na wierzch wypływa. Przykrywa to co wartościowe. I ta szumowina śmie się zwać „kwiatem narodu”, jego reprezentantem.

Myślicie, że przejmują się tym co wydarzyło się w Warszawie 11 listopada? Ja myślę, że nie. To jest „woda na młyn” dla tych u „steru”. Aby bardziej się zbroić, aby mocniej zwykłym śrubę przykręcać, aby bardziej doić. W imię… „dobrego imienia”… Ojczyzny. Tylko czyjej Ojczyzny? Ich, czy nas wszystkich…

Mam coraz bardziej ambiwalentny stosunek do rzeczywistości, która mnie otacza, do Ojczyzny w szerokim tego słowa znaczeniu.

Moją Ojczyzną… jest Rodzina. I ta Ojczyzna poniosła ogromną, nieodwracalną stratę. Karola. Człowieka, który był miliony razy wartościowszy od całej „wiejskiej” i całego tego polskiego establishmentu.

Dbajcie o swoje małe Ojczyzny. I oby nikt się Wam do nich nie wpychał z brudnymi, lepkimi łapami.

Nasza? ( 6 listopada 2013)

„Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy.”

„Kiedy my żyjemy” – powtórzył w myśli i zdecydowanym ruchem ręki wyłączył radio, z którego dobiegały dźwięki hymnu.
– Kiedy my żyjemy – mruknął pod nosem ponownie i dodał – Już niedługo – po czym uśmiechnął się kwaśno. -Zginie, zginie już ja tego dopilnuję- kontynuował mamrotanie pod nosem i zaczął przeglądać stos papierów, które w wielkim bezładzie miał na okazałym biurku. – Zachciało się leczenia za granicą, unijne standardy się marzą – wycedził przez zęby, po czym dodał – Nie doczekanie wasze!. RoJaVi i śliczne, złotouste dziecię BarŁuk dopilnują aby ni eurocencik nie poszedł poza granice.
Transport w zaniku, przemysłu ciężkiego też prawie nie ma, kapitał ludzki wyemigrował, tak więc jeszcze te niedobitki, które żyją trzeba wykończyć… i mamy co chcieliśmy. Nie trzeba rozbierać, dzielić, weźmie się w całości. I doić, doić będzie się do cna, a na koniec będzie wysypisko śmieci dla EuroLandu.
Demokracja to jednak fajna rzecz – pomyślał. Pretensje? Przecież sami wybierali – powiedział bezgłośnie i z gardła wydał chrapliwy dźwięk przypominający śmiech.

„Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.”

Zanucił mało znaną zwrotkę hymnu z oryginału Wybickiego, uśmiechnął się i na nowo zaczął śpiewać…

„Niemiec, Moskal se osiędzie,
gdy wyrwiesz z rąk pałasza,
hasłem wszystkich zawiść będzie
i ojczyzna już nie nasza.”

-Tak się teraz Narody zdobywa, zniewala. Bez jednego wystrzału. W imię. Demokracji.
Jakem Don… – powiedział zadowolony, i dodał półgłosem – Płaszczyzna Opatrzności – hehehehe – tylko czyjej!

_______________________________

Smutne, ale czy nie prawdziwe?

„Już tam ojciec do swej Basi
mówi zapłakany:
„słuchaj jeno, pono nasi
biją w tarabany”.

Biją? Nie… ale może jednak, choć w chwili ostatniej… larum podniosą… oby.

Karol ( 16 października 2013)

Karol…

Dzisiaj skończyłby 25 lat. Mój Karolcio… Poznałem znaczenie słowa PUSTKA. Empirycznie, boleśnie, i ta pusta jak Wszechświat, rozrasta się we mnie z ogromną prędkością. Upływ czasu…? Nie, nic bólu nie łagodzi, nic…

Urodził się 16 października 1988 roku o godzinie 17:15. Właśnie rozpoczynał się Teleekspres (kiedyś właśnie o tej godzinie). Wiadomości o Papieżu, Janie Pawle II, dokładnie 10 rocznica pontyfikatu. Było to nasze drugie Dziecko. Nie znaliśmy płci, USG jeszcze wtedy było rarytasem. Jako, że perwszy był Oskar, tak więc nastawialiśmy się z Żoną na Dziewczynkę… a tu wielki Chłopak. Ponad 4 kilo, 64 cm długości.

Imię? Pełne zaskoczenie. Imiona dla Dziewczynek a tu drugi Syn. I… został KAROLEM, na cześć Wielkiego Polaka, który w tym dniu miał rocznicę objęcia Stolicy Piotrowej… Karol, piękne imię. Poważne, gdy człek dorosły i zdrobnienie śliczne Karolcio…

Zawsze się śmiał. Nawet jako niemowlak. A mi na wspomnienie śmiechu tego łzy właśnie oczy zalały.

Nadal nie wiem DLACZEGO. Nie wiem…

PUSTKA