Wehikuł (14 stycznia 2013)

Wehikuł Czasu

Nie ma chyba Człowieka na tym Świecie, który nie myślałby o podróżowaniu w tym wymiarze. Wymiarze CZASU…
Czy Herbert George Wells spodziewał się, że wydana w 1895 roku Jego powieść pod tytułem, jakże znanym, „Wehikuł Czasu” stanie się kanonem literatury SF? Pewnie nie, ale stało się i niechaj tak pozostanie. Wczoraj obejrzałem luźną adaptację powieści Wells’a, zrealizowaną w 2002 roku. Nie chcę wchodzić w polemikę z Tymi, którzy uważają ten film za obrazę, czy wręcz bezczeszczenie oryginału. Nie chcę też wywołać dyskusji, która porównywała by słynną ekranizację powieści z 1960 roku. Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy tymi dwoma ekranizacjami. Przy czym należy zaznaczyć, że ta starsza jest bardzo wierna opowiadaniu Wells’a.
Wells miał marzenia. I to marzenia pchnęły Go… do PRZYSZŁOŚCI. Bohater adaptacji powieści z 2002 roku, Alexander Hartdegen miał… wspomnienia, dotyczące Emmy (nie występuje w ogóle w powieściowym pierwowzorze) i te pchnęły go do… PRZESZŁOŚCI. Krótko rzecz ujmując można powiedzieć, że w przypadku ludzi (a przynajmniej w moim przypadku) wspomnienia determinują przeszłość. Mówią nam czy była dobra, czy zła. Smutna, czy wesoła. Słodka, czy gorzka. Warta wspomnień, czy też zapomnienia. Występuje tutaj pewnego rodzaju alternatywa, alternatywa wspomnień. I chyba częściej wracamy do tej lepszej alternatywy, tej która determinuje przeszłość jako dobrą, miłą. Marzenia? Tak… te determinują przyszłość. Rzadko kiedy, a jak już wyjątkowo, co potwierdza regułę, marzymy o czymś niedobrym, raczej to nasze obawy dotyczące przyszłości. Można bez kozery powiedzieć, że marzenia są w 100% piękne, mające odmienić nasze życie na lepsze, ciekawe, piękniejsze, bogatsze…
Ekranowa Emma ginie. Umiera w ramionach ukochanego Alexandra. Ten robi wszystko, między innymi Wehikuł Czasu, aby cofnąć zły los. Udaje mu się wrócić, ratuje Emmę… ale tylko na chwilę… I tutaj „dotykamy” kwestii przeznaczenia… Oznacza to, że mimo naszych nadludzkich starań nie da się go uniknąć… Oglądając te sceny, sam chciałbym cofnąć czas. Chciałbym uratować Karola, mojego tragicznie zmarłego Syna,… i uratować swoje (jakie to egoistyczne) marzenia dotyczące Syna…
Szala wspomnień zdecydowanie w moim przypadku jest cięższa do szali marzeń. Przeszłość jest mi teraz bardziej bliska niż przyszłość. Marzenia? Pewnie jakaś resztka się tak kołacze w zakamarkach świadomości, ale to marginalna sprawa. Mój „Wehikuł” NA PEWNO pognałby w przeszłość. Po to aby teraźniejszość była inna. Do przyszłości? Chyba raczej nigdy. Poznawanie to jedna z największych przyjemności istnienia. Można się bawić w wyrokowanie, przewidywanie, ale nigdy nie można być pewnym tego co będzie. Nigdy. I nawet powiedzenie „Nigdy nie mów nigdy” traci tutaj sens. Obyście nigdy nie poznali smaku… „NIGDY”.

A gdzie Wy byście skierowali pierwsze kroki mając możliwość podróży w czasie? Jak myślicie? I dlaczego? tam a nie gdzie indziej?

Archeologia, historia… i inne dziedziny nauki związane z przeszłością w pewnym sensie umożliwiają nam „podróż w przeszłość”. I najważniejsze… nasza wyobraźnia. Ta również potrafi przenieść Nas daleko w przyszłość. Wiedział o tym Stanisław Lem, jak i Herbert George Wells. Duch może wszystko, dusza nie ma ograniczeń. Tylko oblekające je ciało ogranicza duszy pragnienia.

Pozdrawiam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *