Skok Stulecia (6 września 2013)

Przeciągnął się z zadowoleniem. Chytry uśmieszek błądził na jego ustach. Czuł się zadowolony.

– Majstersztyk… – mruknął pod nosem i uśmiech jeszcze bardziej przyozdobił jego twarz.

Właśnie wygrał wewnętrzny bój o władzę, władzę której nigdy nie odda. O nie! Niedoczekanie! Płaszczyzna Opatrzności jest moja! Niech sobie WinGoem robi podchody, ale ja przechytrzę go wcześniej. Rozmyślał , i te rozmyślania były niczym miód lejący się na jego serce. Pomysł z głosowaniem via poczta, to Majstersztyk. Przekręt nie wypatrzenia. 50% głosujących? Heh… a to dobre, pomyślał. Spojrzał z rozrzewnieniem na niszczarkę dokumentów stojącą w rogu pokoju. Gdybyś TY umiała mówić… Nic to, dalej jestem Wodzem, mam listę niepokornych w Płaszczyźnie, sami się podłożyli głosując… Z AlkiemŻ, SonemGodem i WinGoem się prawie rozprawiłem, paru się solidaryzuje i zawiesza, to też jakoś się rozwiąże. Tylko ten Grzechetyna… Co on kombinuje? Twarz nagle zasępiła się, i uśmiech znikł z oblicza Wodza. Myśli niczym czarne chmury przykryły samozadowolenie.

Taki Kim Dzon Un to ma dobrze. Robi co chce, a ja muszę się męczyć z tą Demokracją. Ale fakt, TE z nad Wisły trawy by nie żarły, piosenek na moją cześć nie śpiewali, pomników nie stawiali. Trzeba się dostosować do warunków. Myślał, i znów dobre samopoczucie zaczęło wracać.

– Bądź pozdrowiony Don Aldinio!

Wyrwany z rozmyślań podniósł głowę i zobaczył wchodzącego do gabinetu RoJaVi.

– Witaj RoJaVi, dobrze że przyszedłeś, musimy pogadać. A jest o czym…

RoJaVi usiadł w fotelu naprzeciw Don Aldinia, pochylił się lekko w jego kierunku i odparł…

– Zamieniam się w Ucho.

– Widzisz drogi RoJaVi słupki nie kłamią, przegrywamy. Płaszczyzna Opatrzności ma coraz niższe notowania, Prawdziwi i Spragnieni wyprzedzili nas i zaczynają samotnie liderować w sondażach… Wniosek? Będziemy musieli oddać władzę przy następnych wyborach. Nie zaprzeczaj! – powiedział z naciskiem i gestem ręki osadził RoJaVi unoszącego się w akcie sprzeciwu – Wiem co mówię. Jestem realistą. Będziemy musieli oddać władzę, ale oddać na naszych warunkach…

– A jakie to miały by być warunki? – wtrącił pytanie RoJaVi.

– Musimy poczynić takie działania, aby władza Prawdziwych i Spragnionych dostała czkawki. Już teraz musimy zapoczątkować procesy, które przy odpowiedniej inercji zaczną owocować gdy u steru będzie JarKaczka. I ta czkawka musi być taka, żebyśmy najwyżej po czterech latach znów wrócili tam, gdzie nasze miejsce.

-Da się zrobić – odpowiedział z  chytrym uśmieszkiem RoJaVi.

– Że się da, to ja wiem. Ale te cztery lata jakoś musimy przeżyć. Musimy sobie zapewnić środki na przetrwanie, tym bardziej, że niestety ale może udać się przeforsowanie wniosku o zakazie finansowania z kasy Krajowej.

– No tak. – powiedział z przejęciem w głosie RoJaVi. – A nic nie tanieje… Cygarka, koniaczki, łyskacze mają się w cenie. W knajpach też drogo. A żyć trzeba…

-Widzę, że chwytasz w lot wszystko mój drogi RoJaVi. A skąd „wziąć” jak w Kraju kryzys?

-Kryzys? Przecież dopiero co drogi Don Aldinio w Krynicznym Zdroju ogłosiłeś, że ON poza nami…

– RoJaVi – przerwał zniecierpliwionym głosem Don Aldinio – czyżbyś nie poczuł słynnego „Dymu” Płaszczyzny Opatrzności? Jaja sobie robisz? Nie udawaj głupszego niż jesteś! Jest kicha i tyle. Skąd brać? Już nie ma co doić…

-Hmm… – głośno RoJaVi zakomunikował początek etapu myślenia. – Jest jedna rzecz, która może się udać…

– A mianowicie? – spytał Don Aldinio głosem pełnym zaciekawienia.

– Ofiary Fanów Egzystencji…

– Co z tymi Ofiarami Fanów Egzystencji?

– Bo widzisz drogi Don Aldinio od kilkunastu lat Naiwni co miesiąc składają ofiary na rzecz przyszłej, starczej egzystencji. Te chytrusy co Ofiarami Fanów Egzystencji zarządzają za cholerę zyskami dzielić się nie chcą, grają na giełdzie, bez ryzyka, że własne stracą… a to KUPA kasy… Oj! Wielka… KUPA… Kasy…

-Nie do ruszenia… – z powątpiewaniem w głosie przerwał głośne rozmyślania RoJaVi Don Aldinio.

-Nie ma rzeczy nie do ruszenia. Nawet Piramidę w Gizie można ruszyć… Tak sobie myślę, że odpowiednia argumentacja, jakiś „Dymek” Płaszczyźniany… i może się udać…

-Ale jak? – zapytał zniecierpliwiony Don Aldinio.

-TROSKA!

-Troska? Co Ty bredzisz RoJaVi? O Kogo mamy się troszczyć?

-O Społeczeństwo.

-Nie do końca rozumiem. O co chodzi?

-Widzisz drogi Don Aldinio, trzeba podejść do tematu tak, aby wydawało się, że wszystko robimy w trosce o dobro Obywateli. Trzeba zrobić nagonkę na zarządzających Ofiarami Fanów Egzystencji. Że się bogacą, że duże prowizje, że wiele ryzykują, że na Giełdzie grają. Maluczcy się wystraszą, zaczną wątpić… a wtedy przesuniemy kasę z Ofiar Fanów Egzystencji do…

-Do? – przerwał pełen podniecenia w głosie Don Aldinio.

-Do… Zajebistego Układu Społecznego.

Don Aldinio spojrzał na RoJaVi wzrokiem pełnym podziwu. Jego podziw mieszał się z niedowierzaniem. Niezłe z niego „ziółko” – pomyślał. Lepiej go mieć u siebie. Oparł brodę na kciukach dłoni, których palce rytmicznie się spotykały w bezgłośnym „klaskaniu” i powiedział cedząc słowa…

-Za-je-bi-sty U-kład Spo-łe-czny. Lepiej tego wymyślić nie można było. Tam taki burdel, że jak się tą kasę tam przesunie, to…

-To My możemy teraz wszystko! – wtrącił się RoJaVi.

„To My możemy teraz wszystko!” Don Aldinio uśmiechnął się z rozrzewnieniem powtarzając tą frazę w myślach. Przed oczami stanął Mu jego ulubiony film „Kopany Poker” i scena gdy Bolo kopał w tyłek Lagunę na wieść, że Ten został dla dobra „Polskiej Piłki” Prezesem „Czarnych”. „To My możemy teraz WSZYSTKO!” mówił Bolo kopiąc Lagunę…

-Ty to masz łeb! – odezwał się Don Aldinio – To… to… to… będzie SKOK STULECIA!!! I to w TROSCE… – przerwał swój wywód Don Aldinio wyraźnie rozpromieniony.

-Jakby nie było, obrotu walorami finansowymi uczyłem się od najlepszych. W City – odpowiedział wyraźnie zadowolony z siebie RoJaVi, po czym dodał – Mam nadzieję, że „zaciśniemy pasa” i przez cztery lata starczy na kieliszeczek koniaczku, brendy, łiskacza i cygarko…

-Zaciśniemy! – powiedział rechocząc rubasznie Don Aldinio.

-To może po kieliszeczku? – odparł RoJaVi zacierając ręce.

-Nie – odparł Don Aldinio – Teraz trzeba się rozerwać i odpocząć od tak ciężkiej pracy. Czas pokopać w gałę.

-Ale boisko nie opłacone Don Aldinio!- odparł szczerząc zęby RoJaVi.

-Się zapłaci. Będzie z czego! – odparł Don Aldinio i pomyślał… Zajebisty Układ Społeczny…no, no… Laguna? Laguna to mi może… korka zawiązać. I to lewego.

Pozdrawiam… Ofiary… Fanów… Egzystencji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *