Każdy w Sobie ma… (18 grudnia 2013)

Każdy w sobie ma…

– Fajny film wczoraj widziałem…
– Momenty były…?
– No ba!

Yann Martel, kanadyjski pisarz i podróżnik, oraz Ang Lee, amerykański reżyser pochodzący z Tajwanu „zmusili” mnie ostatnio do refleksji. Głębokiej refleksji nad… ŻYCIEM. A to za sprawą zekranizowanej przez Lee powieści Mratela „Życie Pi”.

Ksiązki nie znam, nie czytałem niestety. Ale swoje przemyślenia opieram na filmie Anga Lee. Filmie, który bardzo mi się spodobał. Całościowo. Nie jestem krytykiem filmowym, i nie chcę być, ale zdjęcia, prowadzenie akcji, narracji jest dla mnie bardzo dobre. Cały film można określić jednym słowem. METAFORA. Nic w tym obrazie nie jest przypadkowe, a to co się wydaje przypadkiem, pod koniec filmu nabiera realnego kształtu. Jeśli „myśl” może takowy przybrać.

Jest to filozoficzna rozprawa nad… Człowiekiem. A właściwie Jego OSOBOWOŚCIĄ. Przed oczami przesuwa się nam historia hinduskiego chłopca, Pi Patela, od Jego narodzin, do dnia dzisiejszego. Opowiada swoją historię dziennikarzowi. Spokojnie, nieśpiesznie, z lekką filozoficzną nutą. Istotnym zdarzeniem w całej historii jest tragiczny wypadek, który ma miejsce na Oceanie Spokojnym. I miejsce tej tragedii jest nie przypadkowe. W pewnym sensie wymowne, bo dzieje się nad Rowem Mariańskim. Dlaczego? Odpowiedz sobie sam drogi Czytelniku…

W szalupie ratunkowej, jedynej ocalałej, schronienie znajduje… Pi, Zebra ze złamaną nogą, Małpa, Hiena, Szczur… i Tygrys Bengalski.

Co będzie dalej? Za chwilę. Na razie wróćmy do „Małego Pi”. Pi w dzieciństwie przejawiał niesamowite fascynacje religiami. Chłonął wiedzę o Nich jak gąbka wodę. I każda Go fascynowała, w każdej znalazł „coś” dla Siebie.
Hinduizm, Chrześcijaństwo, Muzułmanizm, Judaizm, Buddyzm chciał je wszystkie poznać, dopytywał się o istotę Boga w każdej z Nich. Jako dorosły, Pi jest wykładowcą uniwersyteckim i zajmuje się każdą z wymienionych religii.

Pi od dzieciństwa jest JAROSZEM.

Wróćmy na fale Oceanu… Sami, wystraszeni, zmęczeni. W każdej z Istot obecnych na łodzi tli się życie… i rozpala ogień. Ogień PRZETRWANIA.
Ang Lee przeplata konwersacje dorosłego Pi i Dziennikarza z przepięknymi, odrealnionymi wizjami potężnego Oceanu. Ukazuje powoli rozwijającą się walkę pomiędzy Rozbitkami. Hiena zagryza Zebrę, później los Zebry podziela Małpa… i zaraz po tym zdarzeniu, nagle pojawia się Tygrys. Nie wiadomo skąd. Wypada z ukrycia. Zagryza Hienę. Pozostają tylko Pi i Tygrys. Pi rzuca na pożarcie Tygrysowi Szczura… I teraz zaczyna się rozgrywka pomiędzy tymi dwoma Istotami. Rozgrywka, której stawką jest… życie.

Przeżywa i Pi, i Tygrys. Leżący półżywy Pi patrzy na odchodzącego w meksykańską dżunglę Tygrysa i zastanawia się… obejrzy się, czy nie. Nie obejrzał się.

Uratowany Pi leży w szpitalu. Przedstawiciele japońskiego armatora przyjeżdżają i wysłuchują historii Pi. Nie wierzą. Bo to wręcz NIEREALNE. Zrezygnowany chłopiec przejęty opowiada drugą wersję przeżyć. Ratują się Marynarz Buddysta (Zebra), obleśny Kucharz (Hiena), Matka Pi (Małpa), Szczur (Szczur) i Pi. Reszta… jak wyżej…

Czujecie?

Każdy w sobie ma… Bestię. Szukasz największego swojego wroga pośród Ludzi? Spójrz w lustro. Szukasz największego Przyjaciela? Którego odprowadzasz tęsknym wzrokiem do „dżungli”? Spójrz w lustro… Najtrudniejsza, najcięższa potyczka? Tak… z samym sobą.

A co z Religią, Religiami? Bogiem…

Pi pyta Dziennikarza – „Która historia Ci się bardziej podoba, która wybierasz?” – Ten odpowiada, że pierwsza, ta o zwierzętach. Na co Pi odpowiada – „i taki jest Bóg…” Mocne. Daje do myślenia…

Chaotycznie napisane, powiecie. Tak, zgadzam się. Ale i w chaosie jest metoda, i logika. Toć to wszystko dotknięte ręką.

Boga.

Pozdrawiam i życzę najszczęśliwszych rozstrzygnięć w walce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *